*Kilka lat wcześniej*
Wyszłam z klatki schodowej. Postanowiłam usiąść na ławce i tam poczekać na przyjaciółkę
Wzięłam ze sobą lekturę szkolną, którą bardzo lubiłam. Tak wiem, dość dziwne. Dziesięciolatka, która przychodząc ze szkoły, szybko odrabia lekcje, czyta lekturę, czekając na przyjaciółkę, z którą ma zamiar się pouczyć.
Cudowne.
Tak więc, przechadzałam się, zatapiając się w lekturze.
Poczułam, jak odbijam się od kogoś i trafiam na ziemię.
-Przepraszam, nie chciałem.
Otworzyłam oczy i ujrzałam blondyna.
-N-nic się nie stało.
Szybko wstałam. Otrzepałam jasnoniebieską sukieneczkę i usiadłam na pobliskiej ławce.
-Na pewno nic ci nie jest?
Przyglądnęłam się bliżej chłopakowi. Roztrzepane blond włosy, niebieskie, głębokie, przeszywające oczy. Był dość wysoki. W ręku trzymał piłkę do nogi.
-Nie, nic mi nie jest.
Uśmiechnęłam się lekko i wróciłam do lektury.
Nie mogłam się skupić. Ciągle zerkałam na chłopaków, grających w piłkę.
-Zakochałaś się.
No tak. Oliwia wobec mnie zawsze była szczera. Za to byłam jej wdzięczna.
-Myślisz, że to źle?
Popatrzyłam się na nią.
-Ani trochę. Mama mówiła, że dziewczynkom w naszym wieku zaczynają się podobać chłopcy.
Uśmiechnęła się w moją stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz