poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział trzeci

-Pats!
Przytuliłam szatynkę.
-Jak tam u ciebie? Co w szkole? Czemu tak długo się nie odzywałaś?
-Wszystko ok.-Przerwałam jej.-Czuję się naprawdę dobrze.
Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
Przeszłam obok przyjaciółek, zostawiając je, tańczące.
Podeszłam do Michaela i dałam mu prezent, który w sumie zawsze nosiłam, a Liv dała mi tylko ramkę, w którą kiedyś miała włożyć zdjęcie, ale o niej zapomniała. Nawet jej nie rozpakowała.
-Dziękuję.-Uśmiechnął się miło, trzymając w rękach zdjęcie.-Powiedziałbym, że to nasze najgorsze, ale ja wszędzie wyglądam jak model.
Zrobił śmieszną minę, na co ja się zaśmiałam.
-Wszystkiego najlepszego.
Przytuliłam chłopaka.
-Morris! Dzieciaku!-Poczułam, jak ktoś oplata mnie swoimi ramionami.-Wyrosłaś, młoda!
-Ashton, przysięgam, że moje bębenki zaraz pękną.
Chłopak zachichotał, lecz dalej nie wypuszczał mnie z objęć.
-Co tam? Znalazłaś sobie jakiegoś fajnego chłopaka? Mam nadzieję, że gorący, bo jak nie, to mam dla ciebie lepszą sztukę.
Wskazał palcami wskazującymi na siebie, na co ja wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
-Ash, serio myślisz, że mogłabym być z moim starszym bratem?
Zaśmialiśmy się.
Moja rozmowa z Irwinem niezbyt się kleiła. Ciągle patrzyłam się przez ramie chłopaka.
-Sara.-Popatrzył w moje oczy.-Zostaw go. On się zmienił, gdy nas opuściłaś.
-Nie opuściłam was.
Warknęłam, przerywając mu.
-No tak, przepraszam. Chyba źle dobrałem słowa. Ale zmienił się. Nie jest już taki....hmm...Zabawny? Żartobliwy? Szczęśliwy?
-Nie przesadzaj. Przecież ma dziewczynę. Na pewno jest szczęśliwy.
Skarciłam go wzrokiem.
-Pamiętasz te skaczące z iskierki?-Przytaknęłam.-Trzeba było się z nimi pożegnać.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Dobra, co mnie to obchodzi?-Czułam, jak gniew "rozpływa się" po moim ciele.-Idę się czegoś napić. Miłej zabawy.
Powiedziałam oschle i ruszyłam w stronę baru.
-Sara?
Usłyszałam za sobą. Przewróciłam oczami. Szlag mnie zaraz trafi. Nie chcę mi się z nikim rozmawiać.
-Tak to ja. Cześć, Calum. Też cię miło widzieć, ale daj mi coś wypić, bo mam już dość tej imprezy.
Przytulił mnie. Nie tego mi było trzeba.
-Chciałem się tylko przywitać.-Zaśmiał się.-Wypiękniałaś.
Uśmiechnął się.
-Nie przeszkadzam ci już.
Pocałował mnie w policzek i odszedł.
Mogłam nie przychodzić.
-Nalej mi coś mocnego.
Powiedziałam do barmana.
Złapałam za szklankę i szybko ją opróżniłam.
-Dawaj drugą.
Postawiłam naczynie na blacie z wyczekiwaniem na kolejną porcję.
Po krótkim czasie szklanka została pusta, a ja poczułam się lepiej. Nie byłam pijana. Mam mocną głowę, więc dwie szklanki whisky, to dla mnie niedużo.
-Idziemy tańczyć.
Poczułam, jak Patricia łapie mnie za rękę i ciągnie na wyznaczony kawałek trawy, służący za parkiet.
Zaczęłyśmy tańczyć. Nigdy nie potrafiłam tego robić, ale jestem nastolatką, nie? Nie muszę umieć, żeby się dobrze bawić.


Po kilku przetańczonych piosenkach, ruszyłam w stronę najmniej zaludnionego miejsca na imprezie, czym był hamak.
Usiadłam na nim, głęboko oddychając.
Wpatrywałam się w inne działki, które znajdowały się przede mną.
Nie chciało mi się tu siedzieć, ale iść na drugi koniec w miasta, o 3 nad ranem, to nie na moje nogi.
-Morris. Kto by pomyślał, ty tutaj?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz